Chcesz poczuć, że komuś na Tobie zależy. Pragniesz obecności, zainteresowania i troski. Chcesz wiedzieć, że w trudnym momencie możesz się na kimś oprzeć.
Kiedy jednak druga osoba staje się naprawdę ważna, wraz z bliskością może pojawić się niepokój:
Co będzie, jeśli odejdzie? Czy nie potrzebuję jej za bardzo? Czy nie stracę siebie? Czy poradzę sobie, jeśli zostanę sama?
W ten sposób pragnienie więzi spotyka się z lękiem przed zależnością. Jedna część Ciebie mówi: „Zostań przy mnie”, a druga ostrzega: „Nie przywiązuj się zbyt mocno, bo możesz zostać zraniona”.
Każdy człowiek potrzebuje relacji. Chcemy być zauważani, rozumiani i ważni. Potrzebujemy ludzi, przy których możemy odpocząć od ciągłego kontrolowania siebie i świata.
Czasami pragniemy, aby ktoś:
Nie zawsze jednak łatwo się do tych pragnień przyznać. Potrzebowanie kogoś może kojarzyć się z bezradnością, uzależnieniem albo oddaniem drugiej osobie zbyt dużej części siebie.
Wówczas człowiek nie walczy z samą potrzebą bliskości. Walczy z tym, co ta potrzeba dla niego oznacza.
Słowo „zależność” często kojarzy się negatywnie. Może oznaczać utratę wpływu, podporządkowanie, brak samodzielności albo pozostawanie w relacji, z której trudno się wycofać.
Jednak w bliskiej więzi zawsze pojawia się pewien rodzaj zależności. Jeżeli druga osoba jest dla nas ważna, jej obecność sprawia nam radość, a jej oddalenie może boleć. Nie możemy otworzyć się na miłość i jednocześnie całkowicie zabezpieczyć przed możliwością straty.
Dla niektórych osób ta niepewność jest szczególnie trudna. W ich wcześniejszych doświadczeniach bliskość mogła być nietrwała, nieprzewidywalna albo związana z rozczarowaniem. Ktoś ważny bywał obecny, a później niedostępny. Troska pojawiała się pod pewnymi warunkami albo nie odpowiadała na rzeczywiste potrzeby dziecka.
Nie zawsze musi chodzić o jedno dramatyczne wydarzenie. Czasami znaczenie miało wiele drobnych sytuacji, w których dziecko pozostawało samo z lękiem, smutkiem lub tęsknotą.
W dorosłym życiu może pozostać przekonanie:
„Jeżeli kogoś naprawdę potrzebuję, daję mu możliwość zranienia mnie”.
Bliskość przynosi ulgę, ale również niepokój
Gdy długo czekamy na poczucie bezpieczeństwa, nawet otrzymywana troska może nie dawać trwałego uspokojenia.
Przez chwilę czujemy się ważni i kochani. Później pojawiają się pytania:
Niewielka zmiana tonu głosu, krótsza wiadomość albo potrzeba samotności drugiej osoby mogą zostać odczytane jako zapowiedź odrzucenia. Zamiast korzystać z bliskości, człowiek zaczyna jej pilnować.
Nie wynika to z niewdzięczności ani ze świadomej chęci kontrolowania partnera. Wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa może być tak kruche, że wymaga ciągłego potwierdzania.
Potrzeba drugiego człowieka nie jest wyłącznie myślą. Bliskość i lęk przed nią przeżywamy również w ciele.
Kiedy chcemy powiedzieć: „Potrzebuję Cię”, możemy poczuć ścisk w gardle. Gdy ktoś się oddala — napięcie w brzuchu lub klatce piersiowej. Kiedy otrzymujemy czułość — wzruszenie, ale także sztywność i odruch odsunięcia się.
Mogą pojawić się:
Ciało może reagować tak, jakby otwarcie się na uczucia było niebezpieczne. Nawet jeśli obecna relacja jest bezpieczna, wcześniejsze doświadczenia mogą podpowiadać: „Nie trać czujności”.
Czasami lęk przed zależnością prowadzi do ruchu w dwóch przeciwnych kierunkach.
Kiedy druga osoba jest daleko, bardzo za nią tęsknimy. Szukamy kontaktu, zapewnień i potwierdzenia, że nadal jesteśmy ważni. Kiedy jednak partner staje się bliski i dostępny, możemy przestraszyć się własnego przywiązania.
Wtedy pojawia się wycofanie. Możemy chłodniej odpowiadać, umniejszać znaczenie relacji albo skupiać się na wadach drugiej osoby. Bliskość zaczyna wydawać się ograniczająca.
Gdy partner rzeczywiście się odsuwa, potrzeba kontaktu wraca ze zdwojoną siłą.
Powstaje bolesny cykl:
Dla obu stron relacji może to być dezorientujące. Jedna osoba nie zawsze rozumie, dlaczego jest raz przyciągana, a innym razem odpychana. Druga sama może nie wiedzieć, czego bardziej się boi: utraty więzi czy utraty siebie.
Bezpieczna relacja nie polega na tym, że druga osoba ma zaspokajać wszystkie nasze potrzeby. Nie oznacza również, że musimy zawsze radzić sobie bez niczyjego wsparcia.
Dojrzała bliskość mieści zarówno więź, jak i odrębność. Możemy potrzebować kogoś, a jednocześnie mieć własne zdanie, granice, zainteresowania i osobne życie.
Możemy powiedzieć:
Bliskość nie wymaga zlania się z drugim człowiekiem. Odrębność nie musi natomiast oznaczać emocjonalnego oddalenia.
Jak uczyć się bezpieczniejszej bliskości?
Zmiana nie polega na zmuszaniu się do większej zależności. Chodzi o stopniowe odkrywanie, że można potrzebować innych bez rezygnowania z siebie.
Pomocne może być:
Rozpoznawanie własnych potrzeb
Zanim zapytasz, dlaczego druga osoba czegoś nie zrobiła, spróbuj nazwać to, czego oczekiwałaś. Czy potrzebujesz rozmowy, przytulenia, konkretnej pomocy, zapewnienia czy po prostu czyjejś obecności?
Zamiast czekać, aż partner sam się domyśli, można powiedzieć: „Mam dziś trudniejszy dzień. Czy możesz chwilę ze mną pobyć?”.
Jasna prośba daje drugiej osobie szansę na odpowiedź. Nie gwarantuje spełnienia potrzeby, ale chroni relację przed narastaniem niewypowiedzianego żalu.
Odróżnianie oddalenia od odrzucenia
Partner może potrzebować odpoczynku, ciszy albo czasu dla siebie. Nie każda chwila mniejszej dostępności oznacza utratę uczuć.
Warto pytać: „Co dzieje się teraz między nami?”, zamiast natychmiast odpowiadać sobie: „Już nie jestem ważna”.
Zauważanie reakcji ciała
Kiedy bliskość wywołuje napięcie, zatrzymaj się na chwilę. Sprawdź oddech, gardło, klatkę piersiową i brzuch. Nie próbuj od razu pozbywać się reakcji. Najpierw zauważ, że ciało próbuje Cię przed czymś ochronić.
Zachowywanie własnego życia
Relacja staje się bezpieczniejsza, gdy nie jest jedynym źródłem poczucia wartości i spokoju. Przyjaźnie, zainteresowania, praca, odpoczynek i kontakt ze sobą pomagają pozostawać blisko bez zatracania własnej odrębności.
Psychoterapia może pomóc przyjrzeć się temu, dlaczego bliskość jednocześnie przyciąga i niepokoi. Pozwala rozpoznawać własne potrzeby, mówić o nich bez wstydu oraz odróżniać dzisiejsze relacje od wcześniejszych doświadczeń.
Ważna staje się również praca z tym, co dzieje się w ciele: napięciem, zatrzymanym oddechem, odruchem wycofania czy trudnością w przyjmowaniu troski.
Celem terapii nie jest uczynienie człowieka bardziej zależnym. Nie jest nim także wzmacnianie przekonania, że powinien zawsze radzić sobie sam.
Chodzi o możliwość przeżywania bliskości bez utraty kontaktu ze sobą.
Potrzebowanie drugiego człowieka nie jest przeciwieństwem dojrzałości. Dojrzałość obejmuje również zdolność do tworzenia więzi, korzystania ze wsparcia i przyjmowania faktu, że ktoś może być dla nas naprawdę ważny.
Samodzielność jest ważną częścią dorosłości. Pozwala podejmować decyzje, ponosić odpowiedzialność i nie uzależniać całego swojego życia od innych ludzi. Problem zaczyna się wtedy, gdy niezależność przestaje być możliwością, a staje się przymusem.
Osoba może wówczas żyć zgodnie z przekonaniami:
„Muszę radzić sobie sam”.
„Nie mogę pokazać słabości”.
„Proszenie o pomoc jest upokarzające”.
„Jeżeli komuś zaufam, stracę kontrolę”.
„Ludzie i tak zawodzą, więc lepiej na nikogo nie liczyć”.
Na zewnątrz może sprawiać wrażenie silnej, kompetentnej i niezależnej. Często rzeczywiście wiele osiąga i potrafi skutecznie działać. Jednocześnie może mieć trudność z przyjmowaniem pomocy, ujawnianiem potrzeb i dopuszczaniem innych do swojego wewnętrznego świata.
Taką postawę można określić jako narcystyczną samowystarczalność.
Narcystyczna samowystarczalność jest obronnym przekonaniem, że człowiek powinien wystarczać sam sobie i nie potrzebować emocjonalnego oparcia w innych osobach.
Nie oznacza po prostu zaradności ani zdrowej niezależności. Jej istotą jest trudność w uznaniu własnej zależności, bezradności, tęsknoty i potrzeby więzi.
Osoba nie tyle wybiera samodzielność, ile nie pozwala sobie na inne rozwiązanie. Potrzebowanie drugiego człowieka może uruchamiać w niej wstyd, lęk przed utratą kontroli albo obawę, że zostanie odrzucona.
Narcystyczna samowystarczalność może przyjmować formę jawnego poczucia wyższości:
„Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”.
Może jednak pozostawać znacznie mniej widoczna:
„Nie chcę nikomu przeszkadzać”.
„Inni mają własne problemy”.
„Jakoś sobie poradzę”.
„Nie ma sensu o tym mówić”.
W drugim przypadku osoba może nie sprawiać wrażenia narcystycznej. Może być pomocna, odpowiedzialna i skupiona na potrzebach innych. Jednocześnie nie pozwala, aby ktokolwiek zatroszczył się o nią.
Zdrowa autonomia nie oznacza braku potrzeb. Dojrzała osoba potrafi zarówno samodzielnie działać, jak i korzystać ze wsparcia.
Może powiedzieć:
„Spróbuję zrobić to sama, ale jeżeli będzie mi trudno, poproszę o pomoc”.
Narcystyczna samowystarczalność opiera się na sztywnym założeniu:
„Muszę zrobić to sama, ponieważ potrzebowanie kogoś byłoby niebezpieczne albo zawstydzające”.
W zdrowej autonomii człowiek ma wybór. Może być blisko innych, a następnie wracać do siebie. Potrafi przyjąć pomoc bez poczucia upokorzenia i odmówić jej bez konieczności udowadniania własnej siły.
W obronnej samowystarczalności zależność jest przeżywana jako zagrożenie. Nawet niewielka potrzeba wsparcia może budzić napięcie, złość albo wstyd.
Nadmierna samowystarczalność często rozwija się jako przystosowanie do wcześniejszych doświadczeń relacyjnych.
Dziecko może nauczyć się nie pokazywać potrzeb, kiedy:
Dziecko nie może przestać potrzebować opiekuna. Może jednak nauczyć się nie odczuwać własnej potrzeby albo jej nie ujawniać.
Powstaje wówczas wewnętrzna zasada:
„Jeżeli nie będę niczego potrzebować, nie zostanę rozczarowany”.
W dorosłym życiu dawny sposób ochrony może stać się ograniczeniem. Osoba jest przyzwyczajona do radzenia sobie, lecz nie potrafi bezpiecznie doświadczać zależności i wzajemności.
O nadmiernej samowystarczalności mogą świadczyć następujące zachowania:
Nie każda osoba, która rzadko prosi o pomoc, ma narcystyczną organizację osobowości. Zachowanie należy rozumieć w kontekście całej historii życia, relacji i sposobu funkcjonowania.
Narcystyczna samowystarczalność jest opisem pewnego mechanizmu, a nie diagnozą, którą można postawić na podstawie kilku cech przeczytanych w internecie.
W bliskiej relacji potrzeba drugiego człowieka jest czymś naturalnym. Partnerzy wpływają na siebie, wspierają się i w pewnym stopniu są od siebie zależni.
Dla osoby obronnie samowystarczalnej taka zależność może być jednak trudna do zniesienia.
Może ona:
Partner może stopniowo doświadczać samotności, nieważności i bezradności. Im bardziej próbuje się zbliżyć, tym silniej druga osoba może się wycofywać.
Powstaje błędne koło:
Osoba samowystarczalna może uważać, że problemem są „nadmierne potrzeby” partnera. Nie zauważa, że dystans jest również sposobem organizowania relacji.
Przyjęcie pomocy oznacza uznanie, że druga osoba ma coś, czego w danym momencie potrzebujemy. Może więc uruchamiać doświadczenie zależności.
Dla osoby z narcystyczną samowystarczalnością może to oznaczać:
Dlatego łatwiej jest jej pomagać niż pomoc otrzymywać. Pozostając w roli osoby silnej, może kontrolować dystans i unikać spotkania z własną potrzebą.
Pomaganie nie zawsze jest wtedy wyłącznie wyrazem troski. Może również podtrzymywać pozycję osoby niezależnej, potrzebnej i mającej przewagę nad innymi.
Obronna niezależność chroni przed zranieniem, ale ma swoją cenę.
Jeżeli człowiek nie pokazuje potrzeb, inni nie mają szansy na nie odpowiedzieć. Jeśli nie dopuszcza nikogo do swojej bezradności, nie może doświadczyć, że ktoś pozostaje przy nim także wtedy, gdy nie jest silny, skuteczny i pomocny.
Z czasem może pojawić się poczucie:
„Wszyscy czegoś ode mnie chcą, ale nikt nie troszczy się o mnie”.
Czasem jest to trafny opis relacji, w których osoba funkcjonuje. Warto jednak sprawdzić także, czy potrafi ona poinformować innych o swoich potrzebach oraz przyjąć odpowiedź, która nie jest dokładnie taka, jakiej oczekiwała.
Narcystyczna samowystarczalność może więc paradoksalnie prowadzić do samotności, której miała zapobiegać.
Osoba nie ryzykuje zależności i odrzucenia, ale jednocześnie nie ma możliwości doświadczenia bezpiecznej wzajemności.
W podejściu psychodynamicznym nadmierną samowystarczalność można rozumieć jako obronę przed zależnością, wstydem, zazdrością oraz lękiem przed utratą ważnej osoby.
Człowiek potrzebuje nie tylko fizycznej obecności innych, lecz także zdolności zachowania ich wspierającego obrazu we własnym świecie wewnętrznym.
Jeżeli wcześniejsze relacje były niestabilne, odrzucające albo nadmiernie kontrolujące, nieobecność bliskiej osoby może wywoływać silny niepokój. Jednym ze sposobów ochrony staje się wówczas zaprzeczenie potrzebie:
„Nie tęsknię, bo nikogo nie potrzebuję”.
Relacja jest jednak nadal potrzebna. Potrzeba może powracać w postaci złości, poczucia krzywdy, domagania się podziwu, kontroli albo fantazji o całkowitej niezależności.
W terapii Gestalt narcystyczna samowystarczalność może być rozumiana jako twórcze przystosowanie rozwinięte w określonym środowisku.
Dawniej odsunięcie potrzeby mogło pozwalać człowiekowi przetrwać emocjonalnie. Problem pojawia się wtedy, gdy dawny sposób ochrony automatycznie powtarza się w nowych relacjach, również tam, gdzie kontakt mógłby być bezpieczny.
Terapeuta interesuje się tym, co dzieje się na granicy kontaktu:
Celem nie jest odebranie klientowi samodzielności. Chodzi o poszerzenie możliwości wyboru, aby mógł zarówno samodzielnie działać, jak i zwracać się do innych.
Podejście systemowe zwraca uwagę na rodzinne i międzypokoleniowe znaczenie samowystarczalności.
W niektórych rodzinach przekazywane są zasady:
„Nie pokazujemy słabości”.
„O problemach nie mówi się obcym”.
„Trzeba zacisnąć zęby i pracować”.
„Nikomu nie można ufać”.
„Silni ludzie radzą sobie sami”.
Takie przekazy mogą wynikać z wcześniejszych doświadczeń wojny, emigracji, ubóstwa, utraty, uzależnienia albo emocjonalnej niedostępności kolejnych pokoleń.
Samowystarczalność może stać się elementem rodzinnej tożsamości. Skorzystanie z pomocy jest wtedy przeżywane nie tylko jako osobista słabość, lecz także jako nielojalność wobec rodziny.
W terapii warto sprawdzać, kto w rodzinie musiał być silny, komu wolno było mieć potrzeby oraz co mogłoby się wydarzyć, gdyby klient zaczął korzystać ze wsparcia.
Psychoterapia nie polega na przekonywaniu osoby, że powinna bardziej ufać ludziom. Jej ostrożność zazwyczaj ma określone źródło i pełni ważną funkcję ochronną.
Praca może obejmować:
Ważnym obszarem pracy staje się sama relacja terapeutyczna. Klient może nie mówić o trudnościach, pomniejszać znaczenie spotkań albo próbować być „dobrym pacjentem”, który niczego nie potrzebuje.
Zmiana rozpoczyna się wtedy, gdy może stopniowo doświadczać, że ujawnienie potrzeby nie musi oznaczać utraty godności, kontroli ani odrębności.
Tak, ale zmiana nie polega na rezygnacji z niezależności.
Jej celem jest przejście od przymusu samowystarczalności do elastycznej autonomii. Człowiek nadal może być kompetentny, odpowiedzialny i zaradny, lecz nie musi stale udowadniać, że nikogo nie potrzebuje.
Dojrzała zależność oznacza możliwość powiedzenia:
„Potrzebuję cię, ale nie tracę przez to siebie”.
„Mogę przyjąć pomoc i nadal pozostać osobą autonomiczną”.
„Nie muszę wszystkiego robić samodzielnie, żeby być wartościowy”.
„Mogę przeżyć rozczarowanie bez rezygnowania ze wszystkich relacji”.
Najważniejszą zmianą jest odzyskanie wyboru. Samodzielność przestaje być zbroją, a staje się jedną z dostępnych możliwości.
Warto pomyśleć o konsultacji, jeżeli:
Psychoterapia może pomóc zrozumieć, dlaczego niezależność stała się koniecznością oraz jak budować bliskość bez rezygnowania z siebie.
Narcystyczna samowystarczalność nie zawsze jest widoczna jako wyniosłość albo poczucie wyższości. Może ukrywać się pod odpowiedzialnością, perfekcjonizmem, pomaganiem innym i przekonaniem, że nie należy nikogo obciążać.
Jej źródłem często nie jest brak potrzeby relacji, lecz obawa przed tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby potrzeba została ujawniona.
Za słowami „nie potrzebuję nikogo” może kryć się znacznie bardziej bolesne doświadczenie:
„Kiedyś potrzebowałem, ale nikogo przy mnie nie było”.
Psychoterapia pozwala stopniowo odkrywać, że samodzielność i bliskość nie muszą się wykluczać. Można korzystać ze wsparcia, pozostając sobą. Można potrzebować innych bez utraty autonomii. Można także być samemu, nie czując się opuszczonym.
Czy narcystyczna samowystarczalność jest zaburzeniem?
Nie. Jest określeniem sposobu funkcjonowania lub mechanizmu obronnego, a nie samodzielną diagnozą. Może występować u osób o różnej strukturze osobowości.
Czy każda bardzo niezależna osoba ma cechy narcystyczne?
Nie. Zdrowa niezależność łączy się z elastycznością. Człowiek potrafi działać samodzielnie, ale może także korzystać z pomocy. Problemem jest przymus radzenia sobie bez innych i lęk przed zależnością.
Dlaczego trudno mi prosić o pomoc?
Trudność może być związana ze wstydem, wcześniejszym odrzuceniem, lękiem przed utratą kontroli albo rodzinnym przekazem, że potrzeby są słabością. Przyczynę należy rozumieć indywidualnie.
Czy nadmierna samowystarczalność prowadzi do samotności?
Może do niej prowadzić. Jeśli osoba nie ujawnia potrzeb i nie przyjmuje wsparcia, inni mają ograniczoną możliwość nawiązania z nią emocjonalnie bliskiej, wzajemnej relacji.
Jak psychoterapia pomaga w nadmiernej samowystarczalności?
Pomaga rozpoznać potrzeby, zrozumieć ochronną funkcję niezależności, przepracować lęk przed zależnością oraz stopniowo doświadczać bezpiecznej bliskości bez utraty autonomii.
Zdarza się, że w bliskiej relacji reagujesz mocniej, niż byś chciał.Milczenie partnera. Krótka odpowiedź. Chłodniejszy ton głosu.I nagle w Twoim ciele pojawia się napięcie.Niepokój. Złość. A czasem wycofanie.To nie jest „nadwrażliwość”.To aktywizuje się system przywiązania.Każdy z nas go ma – biologiczny mechanizm, który dba o nasze poczucie bezpieczeństwa w relacjach. Kiedy relacja wydaje się zagrożona, system uruchamia alarm. Często szybciej, niż zdążymy pomyśleć.
Teorię przywiązania stworzył John Bowlby, a badania nad jej rozwojem prowadziła Mary Ainsworth.
W uproszczeniu jest to wewnętrzny system bezpieczeństwa. Jego zadaniem jest:
U dziecka aktywizuje się w sytuacji separacji. U dorosłego – w momencie niepewności relacyjnej. Dlatego nawet drobny sygnał oddalenia może sprawić, że zaczyna działać intensywniej.
Najczęściej wtedy, gdy:
W takich chwilach system interpretuje sytuację jako zagrożenie więzi. Co istotne, nie musi to być zagrożenie realne. Wystarczy, że jest ono odczuwane jako prawdopodobne.
Jeśli wcześniejsze doświadczenia były niespójne lub zranione, system przywiązania może pozostawać w stanie podwyższonej czujności.
Sposób, w jaki reaguje system, zależy od wykształconego stylu przywiązania.
Gdy dominuje bezpieczny wzorzec, system przywiązania
W tym przypadku system przywiązania bywa nadaktywny. Pojawia się:
Tutaj system również się aktywizuje, jednak reakcją jest wycofanie. Osoba może minimalizować potrzeby i utrzymywać dystans, ponieważ system przywiązania chroni ją przed przeciążeniem emocjonalnym.
To, co wygląda jak obojętność, bywa w rzeczywistości próbą samoregulacji.
Kiedy system przywiązania przechodzi w tryb alarmowy, pobudza układ stresu. W efekcie:
W tym stanie system kieruje uwagę na to, co może oznaczać utratę więzi. Dlatego w konflikcie często słyszymy nie partnera, lecz własny lęk.
W podejściu Gestalt i w pracy systemowej szczególne znaczenie ma moment, w którym uświadamiamy sobie, że to właśnie system przywiązania został uruchomiony.
Zauważenie aktywizacji pozwala:
Terapia daje możliwość doświadczenia stabilnej, bezpiecznej relacji. Dzięki temu system przywiązania stopniowo uczy się, że bliskość nie musi oznaczać zagrożenia.
Regulacja nie polega na wyłączeniu reakcji. Polega na uważności.
Pomocne jest:
Z czasem system może funkcjonować spokojniej. Wtedy relacja przestaje być walką o bezpieczeństwo, a staje się przestrzenią kontaktu.
Jeśli zauważasz, że system w Twoim życiu uruchamia się często i intensywnie – a relacje są źródłem napięcia zamiast wsparcia – warto przyjrzeć się temu głębiej.
Praca terapeutyczna pozwala:
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu w bezpiecznej, uważnej przestrzeni – zapraszam do kontaktu. Wspólnie możemy pracować nad tym, aby Twój system przywiązania stał się wsparciem, a nie źródłem napięcia.Więcej o systemie przywiązania przeczytasz tutaj http://psychoterapia-24.pl/jak-praca-nad-strategia-wiezi-moze-wplynac-na-rozwoj-sciezki-zawodowej/
System przywiązania nie jest stały. Dzięki terapii i bezpiecznym doświadczeniom relacyjnym może stać się bardziej stabilny.
Jeśli reakcja jest szybka, intensywna i dotyczy lęku przed odrzuceniem, prawdopodobnie aktywizuje się system przywiązania.
W traumatycznej sytuacji cały ból, strach i wstyd pozostają zamrożone w tym samym miejscu i czasie (także w twoim ciele). Jest to spowodowane brakiem możliwości przeżycia danej emocji, stawienia czoła sytuacji - nie potrafisz samodzielnie przetrawić tego, co się właśnie wydarzyło. W dzieciństwie spotykały cię sytuacje, których nie rozumiałeś i nie mogłeś im stawić czoła, szczególnie jeśli były spowodowane przez członków twojej rodziny. Dzieci w takich momentach opracowują własną taktykę radzenia sobie z danym problemem, dlatego że nie mogą odejść od rodziny albo stawić czoła sprawie w inny sposób. Wyrzucenie z siebie bólu, strachu i gniewu wobec najbliższych, w umyśle dziecka oznacza wystawienie się na pewną śmierć.
Dzieci nie mogą sobie na to pozwolić, dlatego zabraniają sobie przeżyć w pełni niektóre emocje. Jednak nieprzeżyte emocje dorastają razem z tobą. Marzena Barszcz… pozostałości po traumie z dzieciństwa nazywa “raną narcystyczną”, czyli niegojącym się zranieniem, które naznacza fundamenty konstrukcji psychicznych. Rana narcystyczna ma ogromne znaczenie dla twojego poczucia własnej wartości. Każe zastanawiać się, czy jesteś wystarczający, czy twój los obchodzi innych i czy jesteś wart miłości w ogóle. Pytanie o bycie wartym miłości jest dla niezwykle istotne, bo wiąże się z:
Ludzie obierają różne strategie, żeby nie konfrontować się z raną narcystyczną - z jednej strony wciąż trzeba się starać i dawać więcej. Dawanie wspierane jest przez kontrolowanie, w końcu muisz mieć pewność, że skoro ty sam nie jesteś wystarczający, to dobrze stwarzasz pozory bycia wystarczającym. Można też podważać uczucia kierowane w naszą stronę i bezustannie pytać, czy one są prawdziwe, czy są nadal. Tym razem wymagasz od partnera/ki udowodnienia uczucia, przy czym jesteś wiecznie zazdrosny i niepewny swojej pozycji przy boku ukochanej osoby.
Będziesz próbował za wszelką cenę nie dopuścić do siebie bólu. Tutaj pomagają mechanizmy obronne np. wyparcie, udawanie słabszego niż się jest, zaprzeczanie, czarno-białe widzenie i czytanie w myślach innych. Wszystkie te zabiegi powodują, że nie konfrontujesz się bezpośrednio z pytaniem “Czy zasługuję na miłość, jestem jej warta/y?”. Znajdujesz sobie zastępcze kłopoty i na przekór umiejętnościom, podkopujesz szanse oraz możliwości, żeby potwierdzić przekonania o “byciu niewystarczającym”. Prawdziwe emocje związane bezpośrednio ze źródłem problemu, nadal będą przez ciebie nieprzeżyte.
Zwykle zauważasz, że coś jest nie tak, kiedy jesteś już bardzo zmęczony. Mechanizmy obronne zjadają bardzo dużo energii i zasobów, więc w końcu będziesz miał tego dość. Czasami wewnętrzny przełom rozpoczyna konkretne zdarzenie np. rozstanie z partnerka/em, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, zmiana miejsca zamieszkania. W takich sytuacjach możesz zacząć szukać pomocy i informacji o tym, co oznacza stan, w którym jesteś.
Jeżeli zdecydujesz się na pracę ze specjalistą, będzie łatwiej rozpoznać mechanizmy obronne i dotrzeć do źródła cierpienia. Najistotniejsze na tym etapie jest zauważenie tego, w jakiej jesteś sytuacji i jak się w niej czujesz.Dostrzeganie mechanizmów obronnych i schematów zachowania, jakie zadziałały w dzieciństwie, jest procesem obfitującym w emocje. Właśnie poprzez taką pracę, zaczynasz dopuszczać do siebie zablokowane emocje, pamiętając że teraz jesteś już dorosły i przeżyjesz konfrontację. Przyjmowanie zablokowanych emocji będzie jednocześnie trudne i oczyszczające. Napięcia wynikające z zamrożonych emocji są widoczne w zachowaniach oraz ciałach - bioenergoterapia pomoże rozładować napięcia poprzez pracę z ciałem.
Jako psychoterapeuta gestalt doceniam, że jesteś inny. Podczas spotkania w gabinecie terapeuta nie pracujemy nad tym, żebyś w powszechnie uznany sposób odpowiadał na oczekiwania społeczne. Przeciwnie – zachęcę cię do twórczej adaptacji, do stworzenia dla siebie takiej formy bycia w zgodzie ze społeczeństwem, która odpowie na twoje potrzeby. Zadbam o podkreślenie twojej indywidualność, twoja praca w gabinecie da ci poczucie spełnienia.
Gestalt nie zmierza po prostu do wyjaśnienia przyczyn twoich trudności, lecz do znalezienia nowych rozwiązań. Celem nie jest wyłącznie wiedzieć „dlaczego tak się stało”, lecz poczuć „jak to robię” i sprawdzić „jak mogę zrobić inaczej”.Gestalt rozpatruje daną sytuację w jej szerszym kontekście - nie tylko: źle i dobrze. Rozumiem, że na wystąpienie sytuacji w jakiej się znalazłeś wpłynęły warunki twojego środowiska, poziom otrzymanego wsparcia oraz poziom zaspokojenia osobistych potrzeb.
„Zdrowie nie jest brakiem choroby czy cierpienia, lecz stanem w pełni dobrego samopoczucia fizycznego, psychicznego i społecznego” (WHO). Choroba psychiczna, nie jest wyłącznym wskazaniem do rozpoczęcia psychoterapii. Zgłaszacie się do nas także w celu rozwoju osobistego, poszerzenia własnego potencjału i zadbania o dobre samopoczucie.
Proces terapii ukierunkowany jest na zaktywizowanie twoich autentycznych emocji, myśli i doznań. Wszelkie decyzje, jakie podejmujesz w trakcie trwania psychoterapii (chęć podjęcia pracy, poziom jej głębokości, przyjęcie bądź odrzucenie określonych propozycji terapeuty, wypróbowywanie nowych zachowań, czas trwania psychoterapii itd.), będa wynikały z twoich wyborów, za które sam poniesiesz odpowiedzialność. Odpowiedzialności jest problemem, który w psychoterapii Gestalt jest mocno akcentowany. Czasem masz przekonanie, że odpowiedzialność za twoje życie ponosza rodzice, przypadek, los czy siły nadprzyrodzone itp. W psychoterapii doświadczając siebie, sam przekonasz się o możliwościach wywierania wpływu na przebieg zachodzących w tobie procesów i zdarzeń życiowych. Psychoterapia Gestalt da ci integrację wewnętrzna i autonomiczna. Poczujesz się wolny i odpowiedzialny za swoje wybory.
