Chcesz poczuć, że komuś na Tobie zależy. Pragniesz obecności, zainteresowania i troski. Chcesz wiedzieć, że w trudnym momencie możesz się na kimś oprzeć.
Kiedy jednak druga osoba staje się naprawdę ważna, wraz z bliskością może pojawić się niepokój:
Co będzie, jeśli odejdzie? Czy nie potrzebuję jej za bardzo? Czy nie stracę siebie? Czy poradzę sobie, jeśli zostanę sama?
W ten sposób pragnienie więzi spotyka się z lękiem przed zależnością. Jedna część Ciebie mówi: „Zostań przy mnie”, a druga ostrzega: „Nie przywiązuj się zbyt mocno, bo możesz zostać zraniona”.
Każdy człowiek potrzebuje relacji. Chcemy być zauważani, rozumiani i ważni. Potrzebujemy ludzi, przy których możemy odpocząć od ciągłego kontrolowania siebie i świata.
Czasami pragniemy, aby ktoś:
Nie zawsze jednak łatwo się do tych pragnień przyznać. Potrzebowanie kogoś może kojarzyć się z bezradnością, uzależnieniem albo oddaniem drugiej osobie zbyt dużej części siebie.
Wówczas człowiek nie walczy z samą potrzebą bliskości. Walczy z tym, co ta potrzeba dla niego oznacza.
Słowo „zależność” często kojarzy się negatywnie. Może oznaczać utratę wpływu, podporządkowanie, brak samodzielności albo pozostawanie w relacji, z której trudno się wycofać.
Jednak w bliskiej więzi zawsze pojawia się pewien rodzaj zależności. Jeżeli druga osoba jest dla nas ważna, jej obecność sprawia nam radość, a jej oddalenie może boleć. Nie możemy otworzyć się na miłość i jednocześnie całkowicie zabezpieczyć przed możliwością straty.
Dla niektórych osób ta niepewność jest szczególnie trudna. W ich wcześniejszych doświadczeniach bliskość mogła być nietrwała, nieprzewidywalna albo związana z rozczarowaniem. Ktoś ważny bywał obecny, a później niedostępny. Troska pojawiała się pod pewnymi warunkami albo nie odpowiadała na rzeczywiste potrzeby dziecka.
Nie zawsze musi chodzić o jedno dramatyczne wydarzenie. Czasami znaczenie miało wiele drobnych sytuacji, w których dziecko pozostawało samo z lękiem, smutkiem lub tęsknotą.
W dorosłym życiu może pozostać przekonanie:
„Jeżeli kogoś naprawdę potrzebuję, daję mu możliwość zranienia mnie”.
Bliskość przynosi ulgę, ale również niepokój
Gdy długo czekamy na poczucie bezpieczeństwa, nawet otrzymywana troska może nie dawać trwałego uspokojenia.
Przez chwilę czujemy się ważni i kochani. Później pojawiają się pytania:
Niewielka zmiana tonu głosu, krótsza wiadomość albo potrzeba samotności drugiej osoby mogą zostać odczytane jako zapowiedź odrzucenia. Zamiast korzystać z bliskości, człowiek zaczyna jej pilnować.
Nie wynika to z niewdzięczności ani ze świadomej chęci kontrolowania partnera. Wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa może być tak kruche, że wymaga ciągłego potwierdzania.
Potrzeba drugiego człowieka nie jest wyłącznie myślą. Bliskość i lęk przed nią przeżywamy również w ciele.
Kiedy chcemy powiedzieć: „Potrzebuję Cię”, możemy poczuć ścisk w gardle. Gdy ktoś się oddala — napięcie w brzuchu lub klatce piersiowej. Kiedy otrzymujemy czułość — wzruszenie, ale także sztywność i odruch odsunięcia się.
Mogą pojawić się:
Ciało może reagować tak, jakby otwarcie się na uczucia było niebezpieczne. Nawet jeśli obecna relacja jest bezpieczna, wcześniejsze doświadczenia mogą podpowiadać: „Nie trać czujności”.
Czasami lęk przed zależnością prowadzi do ruchu w dwóch przeciwnych kierunkach.
Kiedy druga osoba jest daleko, bardzo za nią tęsknimy. Szukamy kontaktu, zapewnień i potwierdzenia, że nadal jesteśmy ważni. Kiedy jednak partner staje się bliski i dostępny, możemy przestraszyć się własnego przywiązania.
Wtedy pojawia się wycofanie. Możemy chłodniej odpowiadać, umniejszać znaczenie relacji albo skupiać się na wadach drugiej osoby. Bliskość zaczyna wydawać się ograniczająca.
Gdy partner rzeczywiście się odsuwa, potrzeba kontaktu wraca ze zdwojoną siłą.
Powstaje bolesny cykl:
Dla obu stron relacji może to być dezorientujące. Jedna osoba nie zawsze rozumie, dlaczego jest raz przyciągana, a innym razem odpychana. Druga sama może nie wiedzieć, czego bardziej się boi: utraty więzi czy utraty siebie.
Bezpieczna relacja nie polega na tym, że druga osoba ma zaspokajać wszystkie nasze potrzeby. Nie oznacza również, że musimy zawsze radzić sobie bez niczyjego wsparcia.
Dojrzała bliskość mieści zarówno więź, jak i odrębność. Możemy potrzebować kogoś, a jednocześnie mieć własne zdanie, granice, zainteresowania i osobne życie.
Możemy powiedzieć:
Bliskość nie wymaga zlania się z drugim człowiekiem. Odrębność nie musi natomiast oznaczać emocjonalnego oddalenia.
Jak uczyć się bezpieczniejszej bliskości?
Zmiana nie polega na zmuszaniu się do większej zależności. Chodzi o stopniowe odkrywanie, że można potrzebować innych bez rezygnowania z siebie.
Pomocne może być:
Rozpoznawanie własnych potrzeb
Zanim zapytasz, dlaczego druga osoba czegoś nie zrobiła, spróbuj nazwać to, czego oczekiwałaś. Czy potrzebujesz rozmowy, przytulenia, konkretnej pomocy, zapewnienia czy po prostu czyjejś obecności?
Zamiast czekać, aż partner sam się domyśli, można powiedzieć: „Mam dziś trudniejszy dzień. Czy możesz chwilę ze mną pobyć?”.
Jasna prośba daje drugiej osobie szansę na odpowiedź. Nie gwarantuje spełnienia potrzeby, ale chroni relację przed narastaniem niewypowiedzianego żalu.
Odróżnianie oddalenia od odrzucenia
Partner może potrzebować odpoczynku, ciszy albo czasu dla siebie. Nie każda chwila mniejszej dostępności oznacza utratę uczuć.
Warto pytać: „Co dzieje się teraz między nami?”, zamiast natychmiast odpowiadać sobie: „Już nie jestem ważna”.
Zauważanie reakcji ciała
Kiedy bliskość wywołuje napięcie, zatrzymaj się na chwilę. Sprawdź oddech, gardło, klatkę piersiową i brzuch. Nie próbuj od razu pozbywać się reakcji. Najpierw zauważ, że ciało próbuje Cię przed czymś ochronić.
Zachowywanie własnego życia
Relacja staje się bezpieczniejsza, gdy nie jest jedynym źródłem poczucia wartości i spokoju. Przyjaźnie, zainteresowania, praca, odpoczynek i kontakt ze sobą pomagają pozostawać blisko bez zatracania własnej odrębności.
Psychoterapia może pomóc przyjrzeć się temu, dlaczego bliskość jednocześnie przyciąga i niepokoi. Pozwala rozpoznawać własne potrzeby, mówić o nich bez wstydu oraz odróżniać dzisiejsze relacje od wcześniejszych doświadczeń.
Ważna staje się również praca z tym, co dzieje się w ciele: napięciem, zatrzymanym oddechem, odruchem wycofania czy trudnością w przyjmowaniu troski.
Celem terapii nie jest uczynienie człowieka bardziej zależnym. Nie jest nim także wzmacnianie przekonania, że powinien zawsze radzić sobie sam.
Chodzi o możliwość przeżywania bliskości bez utraty kontaktu ze sobą.
Potrzebowanie drugiego człowieka nie jest przeciwieństwem dojrzałości. Dojrzałość obejmuje również zdolność do tworzenia więzi, korzystania ze wsparcia i przyjmowania faktu, że ktoś może być dla nas naprawdę ważny.
Samodzielność jest ważną częścią dorosłości. Pozwala podejmować decyzje, ponosić odpowiedzialność i nie uzależniać całego swojego życia od innych ludzi. Problem zaczyna się wtedy, gdy niezależność przestaje być możliwością, a staje się przymusem.
Osoba może wówczas żyć zgodnie z przekonaniami:
„Muszę radzić sobie sam”.
„Nie mogę pokazać słabości”.
„Proszenie o pomoc jest upokarzające”.
„Jeżeli komuś zaufam, stracę kontrolę”.
„Ludzie i tak zawodzą, więc lepiej na nikogo nie liczyć”.
Na zewnątrz może sprawiać wrażenie silnej, kompetentnej i niezależnej. Często rzeczywiście wiele osiąga i potrafi skutecznie działać. Jednocześnie może mieć trudność z przyjmowaniem pomocy, ujawnianiem potrzeb i dopuszczaniem innych do swojego wewnętrznego świata.
Taką postawę można określić jako narcystyczną samowystarczalność.
Narcystyczna samowystarczalność jest obronnym przekonaniem, że człowiek powinien wystarczać sam sobie i nie potrzebować emocjonalnego oparcia w innych osobach.
Nie oznacza po prostu zaradności ani zdrowej niezależności. Jej istotą jest trudność w uznaniu własnej zależności, bezradności, tęsknoty i potrzeby więzi.
Osoba nie tyle wybiera samodzielność, ile nie pozwala sobie na inne rozwiązanie. Potrzebowanie drugiego człowieka może uruchamiać w niej wstyd, lęk przed utratą kontroli albo obawę, że zostanie odrzucona.
Narcystyczna samowystarczalność może przyjmować formę jawnego poczucia wyższości:
„Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”.
Może jednak pozostawać znacznie mniej widoczna:
„Nie chcę nikomu przeszkadzać”.
„Inni mają własne problemy”.
„Jakoś sobie poradzę”.
„Nie ma sensu o tym mówić”.
W drugim przypadku osoba może nie sprawiać wrażenia narcystycznej. Może być pomocna, odpowiedzialna i skupiona na potrzebach innych. Jednocześnie nie pozwala, aby ktokolwiek zatroszczył się o nią.
Zdrowa autonomia nie oznacza braku potrzeb. Dojrzała osoba potrafi zarówno samodzielnie działać, jak i korzystać ze wsparcia.
Może powiedzieć:
„Spróbuję zrobić to sama, ale jeżeli będzie mi trudno, poproszę o pomoc”.
Narcystyczna samowystarczalność opiera się na sztywnym założeniu:
„Muszę zrobić to sama, ponieważ potrzebowanie kogoś byłoby niebezpieczne albo zawstydzające”.
W zdrowej autonomii człowiek ma wybór. Może być blisko innych, a następnie wracać do siebie. Potrafi przyjąć pomoc bez poczucia upokorzenia i odmówić jej bez konieczności udowadniania własnej siły.
W obronnej samowystarczalności zależność jest przeżywana jako zagrożenie. Nawet niewielka potrzeba wsparcia może budzić napięcie, złość albo wstyd.
Nadmierna samowystarczalność często rozwija się jako przystosowanie do wcześniejszych doświadczeń relacyjnych.
Dziecko może nauczyć się nie pokazywać potrzeb, kiedy:
Dziecko nie może przestać potrzebować opiekuna. Może jednak nauczyć się nie odczuwać własnej potrzeby albo jej nie ujawniać.
Powstaje wówczas wewnętrzna zasada:
„Jeżeli nie będę niczego potrzebować, nie zostanę rozczarowany”.
W dorosłym życiu dawny sposób ochrony może stać się ograniczeniem. Osoba jest przyzwyczajona do radzenia sobie, lecz nie potrafi bezpiecznie doświadczać zależności i wzajemności.
O nadmiernej samowystarczalności mogą świadczyć następujące zachowania:
Nie każda osoba, która rzadko prosi o pomoc, ma narcystyczną organizację osobowości. Zachowanie należy rozumieć w kontekście całej historii życia, relacji i sposobu funkcjonowania.
Narcystyczna samowystarczalność jest opisem pewnego mechanizmu, a nie diagnozą, którą można postawić na podstawie kilku cech przeczytanych w internecie.
W bliskiej relacji potrzeba drugiego człowieka jest czymś naturalnym. Partnerzy wpływają na siebie, wspierają się i w pewnym stopniu są od siebie zależni.
Dla osoby obronnie samowystarczalnej taka zależność może być jednak trudna do zniesienia.
Może ona:
Partner może stopniowo doświadczać samotności, nieważności i bezradności. Im bardziej próbuje się zbliżyć, tym silniej druga osoba może się wycofywać.
Powstaje błędne koło:
Osoba samowystarczalna może uważać, że problemem są „nadmierne potrzeby” partnera. Nie zauważa, że dystans jest również sposobem organizowania relacji.
Przyjęcie pomocy oznacza uznanie, że druga osoba ma coś, czego w danym momencie potrzebujemy. Może więc uruchamiać doświadczenie zależności.
Dla osoby z narcystyczną samowystarczalnością może to oznaczać:
Dlatego łatwiej jest jej pomagać niż pomoc otrzymywać. Pozostając w roli osoby silnej, może kontrolować dystans i unikać spotkania z własną potrzebą.
Pomaganie nie zawsze jest wtedy wyłącznie wyrazem troski. Może również podtrzymywać pozycję osoby niezależnej, potrzebnej i mającej przewagę nad innymi.
Obronna niezależność chroni przed zranieniem, ale ma swoją cenę.
Jeżeli człowiek nie pokazuje potrzeb, inni nie mają szansy na nie odpowiedzieć. Jeśli nie dopuszcza nikogo do swojej bezradności, nie może doświadczyć, że ktoś pozostaje przy nim także wtedy, gdy nie jest silny, skuteczny i pomocny.
Z czasem może pojawić się poczucie:
„Wszyscy czegoś ode mnie chcą, ale nikt nie troszczy się o mnie”.
Czasem jest to trafny opis relacji, w których osoba funkcjonuje. Warto jednak sprawdzić także, czy potrafi ona poinformować innych o swoich potrzebach oraz przyjąć odpowiedź, która nie jest dokładnie taka, jakiej oczekiwała.
Narcystyczna samowystarczalność może więc paradoksalnie prowadzić do samotności, której miała zapobiegać.
Osoba nie ryzykuje zależności i odrzucenia, ale jednocześnie nie ma możliwości doświadczenia bezpiecznej wzajemności.
W podejściu psychodynamicznym nadmierną samowystarczalność można rozumieć jako obronę przed zależnością, wstydem, zazdrością oraz lękiem przed utratą ważnej osoby.
Człowiek potrzebuje nie tylko fizycznej obecności innych, lecz także zdolności zachowania ich wspierającego obrazu we własnym świecie wewnętrznym.
Jeżeli wcześniejsze relacje były niestabilne, odrzucające albo nadmiernie kontrolujące, nieobecność bliskiej osoby może wywoływać silny niepokój. Jednym ze sposobów ochrony staje się wówczas zaprzeczenie potrzebie:
„Nie tęsknię, bo nikogo nie potrzebuję”.
Relacja jest jednak nadal potrzebna. Potrzeba może powracać w postaci złości, poczucia krzywdy, domagania się podziwu, kontroli albo fantazji o całkowitej niezależności.
W terapii Gestalt narcystyczna samowystarczalność może być rozumiana jako twórcze przystosowanie rozwinięte w określonym środowisku.
Dawniej odsunięcie potrzeby mogło pozwalać człowiekowi przetrwać emocjonalnie. Problem pojawia się wtedy, gdy dawny sposób ochrony automatycznie powtarza się w nowych relacjach, również tam, gdzie kontakt mógłby być bezpieczny.
Terapeuta interesuje się tym, co dzieje się na granicy kontaktu:
Celem nie jest odebranie klientowi samodzielności. Chodzi o poszerzenie możliwości wyboru, aby mógł zarówno samodzielnie działać, jak i zwracać się do innych.
Podejście systemowe zwraca uwagę na rodzinne i międzypokoleniowe znaczenie samowystarczalności.
W niektórych rodzinach przekazywane są zasady:
„Nie pokazujemy słabości”.
„O problemach nie mówi się obcym”.
„Trzeba zacisnąć zęby i pracować”.
„Nikomu nie można ufać”.
„Silni ludzie radzą sobie sami”.
Takie przekazy mogą wynikać z wcześniejszych doświadczeń wojny, emigracji, ubóstwa, utraty, uzależnienia albo emocjonalnej niedostępności kolejnych pokoleń.
Samowystarczalność może stać się elementem rodzinnej tożsamości. Skorzystanie z pomocy jest wtedy przeżywane nie tylko jako osobista słabość, lecz także jako nielojalność wobec rodziny.
W terapii warto sprawdzać, kto w rodzinie musiał być silny, komu wolno było mieć potrzeby oraz co mogłoby się wydarzyć, gdyby klient zaczął korzystać ze wsparcia.
Psychoterapia nie polega na przekonywaniu osoby, że powinna bardziej ufać ludziom. Jej ostrożność zazwyczaj ma określone źródło i pełni ważną funkcję ochronną.
Praca może obejmować:
Ważnym obszarem pracy staje się sama relacja terapeutyczna. Klient może nie mówić o trudnościach, pomniejszać znaczenie spotkań albo próbować być „dobrym pacjentem”, który niczego nie potrzebuje.
Zmiana rozpoczyna się wtedy, gdy może stopniowo doświadczać, że ujawnienie potrzeby nie musi oznaczać utraty godności, kontroli ani odrębności.
Tak, ale zmiana nie polega na rezygnacji z niezależności.
Jej celem jest przejście od przymusu samowystarczalności do elastycznej autonomii. Człowiek nadal może być kompetentny, odpowiedzialny i zaradny, lecz nie musi stale udowadniać, że nikogo nie potrzebuje.
Dojrzała zależność oznacza możliwość powiedzenia:
„Potrzebuję cię, ale nie tracę przez to siebie”.
„Mogę przyjąć pomoc i nadal pozostać osobą autonomiczną”.
„Nie muszę wszystkiego robić samodzielnie, żeby być wartościowy”.
„Mogę przeżyć rozczarowanie bez rezygnowania ze wszystkich relacji”.
Najważniejszą zmianą jest odzyskanie wyboru. Samodzielność przestaje być zbroją, a staje się jedną z dostępnych możliwości.
Warto pomyśleć o konsultacji, jeżeli:
Psychoterapia może pomóc zrozumieć, dlaczego niezależność stała się koniecznością oraz jak budować bliskość bez rezygnowania z siebie.
Narcystyczna samowystarczalność nie zawsze jest widoczna jako wyniosłość albo poczucie wyższości. Może ukrywać się pod odpowiedzialnością, perfekcjonizmem, pomaganiem innym i przekonaniem, że nie należy nikogo obciążać.
Jej źródłem często nie jest brak potrzeby relacji, lecz obawa przed tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby potrzeba została ujawniona.
Za słowami „nie potrzebuję nikogo” może kryć się znacznie bardziej bolesne doświadczenie:
„Kiedyś potrzebowałem, ale nikogo przy mnie nie było”.
Psychoterapia pozwala stopniowo odkrywać, że samodzielność i bliskość nie muszą się wykluczać. Można korzystać ze wsparcia, pozostając sobą. Można potrzebować innych bez utraty autonomii. Można także być samemu, nie czując się opuszczonym.
Czy narcystyczna samowystarczalność jest zaburzeniem?
Nie. Jest określeniem sposobu funkcjonowania lub mechanizmu obronnego, a nie samodzielną diagnozą. Może występować u osób o różnej strukturze osobowości.
Czy każda bardzo niezależna osoba ma cechy narcystyczne?
Nie. Zdrowa niezależność łączy się z elastycznością. Człowiek potrafi działać samodzielnie, ale może także korzystać z pomocy. Problemem jest przymus radzenia sobie bez innych i lęk przed zależnością.
Dlaczego trudno mi prosić o pomoc?
Trudność może być związana ze wstydem, wcześniejszym odrzuceniem, lękiem przed utratą kontroli albo rodzinnym przekazem, że potrzeby są słabością. Przyczynę należy rozumieć indywidualnie.
Czy nadmierna samowystarczalność prowadzi do samotności?
Może do niej prowadzić. Jeśli osoba nie ujawnia potrzeb i nie przyjmuje wsparcia, inni mają ograniczoną możliwość nawiązania z nią emocjonalnie bliskiej, wzajemnej relacji.
Jak psychoterapia pomaga w nadmiernej samowystarczalności?
Pomaga rozpoznać potrzeby, zrozumieć ochronną funkcję niezależności, przepracować lęk przed zależnością oraz stopniowo doświadczać bezpiecznej bliskości bez utraty autonomii.
Czy psychopata zawsze jest agresywny? Dlaczego bliscy przez lata nie zauważają manipulacji?To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez partnerów i rodziny osób przejawiających nasilone cechy psychopatyczne, jednak odpowiedź nie jest prosta.W tym artykule wyjaśniam, czym jest psychopatia, jak funkcjonują osoby z nasilonymi cechami psychopatycznymi oraz dlaczego życie z nimi może prowadzić do przewlekłego stresu i utraty poczucia własnej wartości.
Spis treści
Typowe sygnały
✔ kłamie bez poczucia winy
✔ manipuluje emocjami
✔ nie bierze odpowiedzialności
✔ wykorzystuje ludzi
✔ nie odczuwa wyrzutów sumienia
✔ uwodzi otoczenie
✔ ma dwie twarze
✔ skłóca rodzinę
✔ stosuje gaslighting
✔ obwinia innych
✔ traktuje ludzi instrumentalnie
✔ nie uczy się na konsekwencjach
Jednym z najczęstszych nieporozumień jest utożsamianie psychopatii z chorobą psychiczną.Nie jest to trafne.Psychopatia jest zespołem cech osobowości obejmujących przede wszystkim:
Robert Hare, twórca najczęściej stosowanego narzędzia do oceny psychopatii (PCL-R), podkreśla, że osoby takie doskonale rozumieją emocje innych ludzi. Nie mają jednak naturalnej skłonności do współodczuwania ich cierpienia.To bardzo ważna różnica.Psychopata zwykle wie, że ktoś cierpi.Problem polega na tym, że cierpienie drugiego człowieka nie wpływa w istotny sposób na jego decyzje.
To pytanie słyszę bardzo często.Odpowiedź jest zaskakująca.Ponieważ psychopatia niezwykle rzadko ujawnia się od razu.Na początku relacji taka osoba często wydaje się wyjątkowo uważna.Potrafi słuchać.Zapamiętuje szczegóły.Sprawia wrażenie osoby niezwykle zainteresowanej drugim człowiekiem.Dopiero później zaczynają pojawiać się subtelne sygnały:
Najbliżsi zwykle tłumaczą to stresem, trudnym dzieciństwem albo problemami zawodowymi.Tak rozpoczyna się proces, który psychologowie opisują jako normalizację przemocy psychicznej.Rodzina zaczyna żyć według nowych zasad.Najbardziej charakterystycznym zjawiskiem nie jest agresja.Jest nim zmiana całej atmosfery domu.Domownicy uczą się przewidywać nastroje jednej osoby.Zaczynają ważyć każde słowo.Nie dlatego, że chcą.Dlatego, że wiedzą, iż najmniejszy błąd może wywołać kolejną awanturę, manipulację lub wielodniowe „ciche dni”.Z czasem rodzina przestaje funkcjonować wokół wspólnych potrzeb.Całe życie zaczyna organizować się wokół jednej osoby.Kiedy psychopatyczne cechy przejawia jedno z dzieci.To jeden z najtrudniejszych tematów.Warto jednak podkreślić, że dzieci nie diagnozuje się jako psychopatów.Specjaliści mówią raczej o zaburzeniach zachowania z nasilonymi cechami nieczułości i braku emocji (callous-unemotional traits).Nie każde takie dziecko rozwinie w przyszłości psychopatię.Jednak część z nich już od najmłodszych lat wykazuje zachowania, które bardzo obciążają rodzinę.
Rodzice opisują między innymi:
Dla rodziców jest to doświadczenie niezwykle bolesne.Miłość do dziecka współistnieje z bezradnością i poczuciem winy.Wielu z nich przez lata zadaje sobie pytanie:„Co zrobiliśmy źle?”Tymczasem badania wskazują, że na rozwój takich cech wpływa zarówno podatność biologiczna, jak i czynniki środowiskowe. Nie można więc sprowadzać problemu wyłącznie do „błędów wychowawczych”.
Najmniej mówi się o drugim dziecku w rodzinie, choć to ono często płaci najwyższą cenę. Dorasta w domu, w którym uwaga rodziców koncentruje się na jednym członku rodziny. Z czasem uczy się nie sprawiać problemów, nie prosi o pomoc i staje się „tym odpowiedzialnym”.W dorosłości może mieć trudności z wyznaczaniem granic, nadmiernie dbać o innych lub żyć w stałym napięciu. U części osób rozwijają się objawy przewlekłego stresu, a niekiedy także konsekwencje traumy rozwojowej.
Na początku partner wydaje się idealny. Szybko buduje bliskość i deklaruje wyjątkowe uczucie. Z czasem jednak pojawia się kontrola – początkowo subtelna, później coraz bardziej widoczna.Partnerka zaczyna słyszeć:
To klasyczne przykłady gaslightingu – formy manipulacji prowadzącej do podważania własnej pamięci i oceny rzeczywistości.Wiele osób pozostaje w takich relacjach przez lata nie dlatego, że są słabe, lecz dlatego, że manipulacja rozwija się stopniowo i często przeplata się z okresami pozornej poprawy.
Psychopatyczne zachowania często nie są nieustanne, lecz przeplatają się z chwilami czułości, przeprosin czy obietnic zmiany. To właśnie wzmacnia nadzieję, że „tym razem będzie inaczej”. Mechanizm ten częściowo przypomina zjawisko przerywanego wzmacniania opisane w psychologii uczenia się.Nie wyjaśnia całej złożoności takich relacji, ale pomaga zrozumieć, dlaczego zerwanie więzi bywa tak trudne.Nie każdy człowiek z cechami psychopatycznymi jest przestępcą.To niezwykle ważne podkreślenie.Psychopatia nie oznacza automatycznie przemocy fizycznej ani działalności przestępczej.Jednak wysoki poziom manipulacji, brak odpowiedzialności za krzywdę innych i instrumentalne traktowanie ludzi mogą prowadzić do głębokiego cierpienia partnerów, dzieci, rodziców i rodzeństwa.Największym problemem nie zawsze jest spektakularna przemoc.Najczęściej jest nią codzienne życie w relacji, w której jedna osoba konsekwentnie podporządkowuje sobie pozostałych.
To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez partnerów i rodziny osób przejawiających nasilone cechy psychopatyczne. Odpowiedź nie jest jednak jednoznaczna. Warto wyjaśnić, że psychopatia nie jest odrębną jednostką chorobową w klasyfikacjach ICD-11 ani DSM-5. W praktyce klinicznej najczęściej mówi się o zaburzeniu osobowości antyspołecznej (ASPD), natomiast psychopatia opisuje zespół charakterystycznych cech osobowości.Przede wszystkim warto wyjaśnić, że psychopatia nie jest odrębną jednostką chorobową w klasyfikacjach ICD-11 ani DSM-5. W praktyce klinicznej najczęściej mówi się o zaburzeniu osobowości antyspołecznej (Antisocial Personality Disorder, ASPD), natomiast psychopatia jest specyficznym zespołem cech osobowości, ocenianym między innymi za pomocą Skali Psychopatii Hare’a (PCL-R). Nie każda osoba z zaburzeniem osobowości antyspołecznej spełnia kryteria psychopatii i odwrotnie.
Dotychczasowe badania wskazują, że leczenie osób z nasilonymi cechami psychopatycznymi jest dużym wyzwaniem. Trudność nie wynika wyłącznie z charakteru samych cech, ale również z motywacji pacjenta.
Osoby o wysokim nasileniu cech psychopatycznych rzadko zgłaszają się na terapię z własnej inicjatywy. Znacznie częściej trafiają do specjalisty pod wpływem nacisku partnera, rodziny, sądu, pracodawcy lub innych okoliczności życiowych. Nierzadko ich celem nie jest zmiana sposobu funkcjonowania, lecz poprawa własnego wizerunku, uniknięcie konsekwencji lub rozwiązanie konkretnego problemu.
Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że osoby te często nie postrzegają swojego zachowania jako źródła trudności. Odpowiedzialność za konflikty przypisują partnerowi, rodzinie lub otoczeniu, co znacząco ogranicza gotowość do autorefleksji i trwałej zmiany.
Współczesne badania nie potwierdzają istnienia jednej metody terapii, która skutecznie „leczy psychopatię”. Dotychczasowe wyniki sugerują, że:
Oznacza to, że terapia może pomóc w pracy nad określonymi zachowaniami lub poprawie funkcjonowania społecznego, ale nie ma obecnie dowodów naukowych pozwalających stwierdzić, że psychopatię można całkowicie wyleczyć.
Dla partnerów i bliskich jest to często bardzo trudna informacja. Wiele osób przez lata żyje nadzieją, że wystarczy odpowiednia terapia, aby ukochana osoba zaczęła odczuwać empatię, brać odpowiedzialność za swoje zachowanie lub przestała manipulować.
W praktyce psychoterapeutycznej warto jednak pamiętać, że największy wpływ mamy na własne decyzje, granice i sposób reagowania, a nie na zmianę drugiego człowieka. Dlatego pomoc psychologiczna dla partnerów i rodzin osób z nasilonymi cechami psychopatycznymi często koncentruje się na odzyskaniu poczucia bezpieczeństwa, odbudowie zaufania do własnej oceny sytuacji oraz wzmacnianiu zdrowych granic.
Jeśli podejrzewasz, że żyjesz z osobą przejawiającą nasilone cechy psychopatyczne, nie próbuj samodzielnie stawiać diagnozy. Podobne zachowania mogą występować również w innych zaburzeniach osobowości lub w przebiegu różnych kryzysów psychicznych. Najlepszym rozwiązaniem jest konsultacja z psychologiem lub psychiatrą, który pomoże zrozumieć sytuację i zaplanować dalsze działania.
Życie z osobą o nasilonych cechach psychopatycznych może być źródłem przewlekłego stresu, zagubienia i utraty poczucia własnej wartości. Jednocześnie warto pamiętać, że rozpoznanie psychopatii należy do specjalistów i nie powinno opierać się wyłącznie na opisach znalezionych w internecie. Jeśli zachowanie bliskiej osoby budzi Twój niepokój, warto skonsultować się z psychologiem lub psychiatrą. Pomoc specjalisty może pomóc lepiej zrozumieć sytuację, odzyskać poczucie bezpieczeństwa i podjąć świadome decyzje dotyczące dalszych relacji.
Bilikiewicz, A. (red.). (2022). Psychiatria. Tom 2. Psychiatria kliniczna. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Cierpiałkowska, L., & Sęk, H. (red.). (2020). Psychologia kliniczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Habzda-Siwek, E., & Kabzińska, J. (red.). (2021). Psychologia sądowa. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Heitzman, J. (red.). (2021). Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Pastwa-Wojciechowska, B. (2019). Osobowość psychopatyczna. Diagnoza i postępowanie. Gdańsk: Harmonia Universalis.
Relacja nie rozpada się z dnia na dzień. Najczęściej kryzys narasta powoli – przez milczenie, napięcie, niedopowiedzenia, oddalanie się od siebie. Wiele par zgłasza się na terapię dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia.
Terapia par Wrocław to przestrzeń, w której można bezpiecznie zatrzymać się i zobaczyć, co naprawdę dzieje się między Wami. Jako psychoterapeuta par we Wrocławiu pracuję z parami w nurcie Gestalt i systemowym, z uwzględnieniem systemu przywiązania – czyli tego, jak reagujemy w bliskości, szczególnie w sytuacjach zagrożenia relacji.
W tym artykule wyjaśniam:
Nie każda kłótnia oznacza konieczność terapii. Kryzys zaczyna się wtedy, gdy:
Często pary mówią: „My się nie rozumiemy” albo „On/ona mnie nie słyszy”.
W rzeczywistości najczęściej aktywuje się system przywiązania – lęk przed utratą bliskości, który objawia się złością, kontrolą albo wycofaniem.
W takich momentach terapia małżeńska Wrocław może być miejscem, gdzie uczymy się rozumieć siebie na nowo.
Są sytuacje, w których nie warto odkładać decyzji:
Im dłużej para funkcjonuje w stanie chronicznego napięcia, tym bardziej utrwalają się negatywne wzorce komunikacji.
Psychoterapeuta par Wrocław nie jest sędzią ani mediatorem. Jego rolą jest pomóc Wam zobaczyć dynamikę relacji – czyli to, co dzieje się „pomiędzy”, a nie tylko „kto ma rację”.
Pierwsza sesja trwa zazwyczaj 60 - 75 minut.
Jej celem nie jest rozstrzyganie konfliktu, ale:
Podczas pierwszej sesji:
W nurcie Gestalt ważne jest doświadczenie „tu i teraz” – dlatego zwracam uwagę nie tylko na treść, ale także na emocje, napięcie w ciele, sposób mówienia do siebie.
Terapia par Wrocław nie polega na dawaniu gotowych rad. To proces, w którym uczymy się nowych sposobów bycia w relacji.
Proces zwykle obejmuje:
Rozpoznanie wzorców komunikacji, stylów przywiązania i obszarów napięcia.
Praca nad:
Budowanie nowych doświadczeń bliskości i zaufania.
W terapii systemowej patrzymy na związek jako system – to znaczy, że nie skupiamy się na „winie”, ale na wzajemnych reakcjach i wpływie kontekstu rodzinnego.
To zależy od:
Średnio terapia par trwa od 3 do 12 miesięcy przy spotkaniach co 2–3 tygodnie.
W sytuacjach kryzysowych (np. po zdradzie) możliwe są częstsze sesje na początku.
Ważne: terapia nie zawsze oznacza „ratowanie związku za wszelką cenę”.
Czasem pomaga podjąć świadomą decyzję – czy chcemy budować dalej, czy zakończyć relację w sposób dojrzały.
Czy terapia par działa?
Tak, jeśli obie strony są gotowe przyjrzeć się sobie, a nie tylko partnerowi. Skuteczność zależy od zaangażowania i jakości relacji terapeutycznej.
Czy możemy przyjść, jeśli jedna osoba jest bardziej zdecydowana?
Tak. Często jedna strona zgłasza się z większą motywacją. To naturalne.
Czy terapia par różni się od indywidualnej?
Tak. W terapii par pracujemy z relacją jako systemem, nie tylko z osobistymi trudnościami.
Czy terapia online jest tak samo skuteczna?
W wielu przypadkach tak, szczególnie jeśli para ma ograniczenia logistyczne.
Ile kosztuje terapia par Wrocław?
Koszt zależy od długości sesji i formy współpracy. Aktualny cennik znajduje się w zakładce oferta.
Jeśli:
Terapia par Wrocław może być bezpiecznym miejscem, w którym odzyskacie kontakt ze sobą.
Jako psychoterapeuta par we Wrocławiu pracuję z parami w kryzysie, po zdradzie, w okresie zmian życiowych oraz z rodzinami z nastolatkami.
Jeśli czujecie, że to moment, aby zatrzymać spiralę konfliktu – zapraszam do kontaktu i umówienia pierwszej konsultacji.
Zdarza się, że w bliskiej relacji reagujesz mocniej, niż byś chciał.Milczenie partnera. Krótka odpowiedź. Chłodniejszy ton głosu.I nagle w Twoim ciele pojawia się napięcie.Niepokój. Złość. A czasem wycofanie.To nie jest „nadwrażliwość”.To aktywizuje się system przywiązania.Każdy z nas go ma – biologiczny mechanizm, który dba o nasze poczucie bezpieczeństwa w relacjach. Kiedy relacja wydaje się zagrożona, system uruchamia alarm. Często szybciej, niż zdążymy pomyśleć.
Teorię przywiązania stworzył John Bowlby, a badania nad jej rozwojem prowadziła Mary Ainsworth.
W uproszczeniu jest to wewnętrzny system bezpieczeństwa. Jego zadaniem jest:
U dziecka aktywizuje się w sytuacji separacji. U dorosłego – w momencie niepewności relacyjnej. Dlatego nawet drobny sygnał oddalenia może sprawić, że zaczyna działać intensywniej.
Najczęściej wtedy, gdy:
W takich chwilach system interpretuje sytuację jako zagrożenie więzi. Co istotne, nie musi to być zagrożenie realne. Wystarczy, że jest ono odczuwane jako prawdopodobne.
Jeśli wcześniejsze doświadczenia były niespójne lub zranione, system przywiązania może pozostawać w stanie podwyższonej czujności.
Sposób, w jaki reaguje system, zależy od wykształconego stylu przywiązania.
Gdy dominuje bezpieczny wzorzec, system przywiązania
W tym przypadku system przywiązania bywa nadaktywny. Pojawia się:
Tutaj system również się aktywizuje, jednak reakcją jest wycofanie. Osoba może minimalizować potrzeby i utrzymywać dystans, ponieważ system przywiązania chroni ją przed przeciążeniem emocjonalnym.
To, co wygląda jak obojętność, bywa w rzeczywistości próbą samoregulacji.
Kiedy system przywiązania przechodzi w tryb alarmowy, pobudza układ stresu. W efekcie:
W tym stanie system kieruje uwagę na to, co może oznaczać utratę więzi. Dlatego w konflikcie często słyszymy nie partnera, lecz własny lęk.
W podejściu Gestalt i w pracy systemowej szczególne znaczenie ma moment, w którym uświadamiamy sobie, że to właśnie system przywiązania został uruchomiony.
Zauważenie aktywizacji pozwala:
Terapia daje możliwość doświadczenia stabilnej, bezpiecznej relacji. Dzięki temu system przywiązania stopniowo uczy się, że bliskość nie musi oznaczać zagrożenia.
Regulacja nie polega na wyłączeniu reakcji. Polega na uważności.
Pomocne jest:
Z czasem system może funkcjonować spokojniej. Wtedy relacja przestaje być walką o bezpieczeństwo, a staje się przestrzenią kontaktu.
Jeśli zauważasz, że system w Twoim życiu uruchamia się często i intensywnie – a relacje są źródłem napięcia zamiast wsparcia – warto przyjrzeć się temu głębiej.
Praca terapeutyczna pozwala:
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu w bezpiecznej, uważnej przestrzeni – zapraszam do kontaktu. Wspólnie możemy pracować nad tym, aby Twój system przywiązania stał się wsparciem, a nie źródłem napięcia.Więcej o systemie przywiązania przeczytasz tutaj http://psychoterapia-24.pl/jak-praca-nad-strategia-wiezi-moze-wplynac-na-rozwoj-sciezki-zawodowej/
System przywiązania nie jest stały. Dzięki terapii i bezpiecznym doświadczeniom relacyjnym może stać się bardziej stabilny.
Jeśli reakcja jest szybka, intensywna i dotyczy lęku przed odrzuceniem, prawdopodobnie aktywizuje się system przywiązania.
Relacje to fundament nie tylko twojego życia prywatnego ale też zawodowego, dlatego sposób w jaki reagujesz na stres, współpracujesz w zespole czy podejmujesz decyzje jest głęboko zakorzeniony w tym, jak kształtowały się twoje strategie więzi. „Twoje dzisiejsze reakcje w pracy mogą mieć swoje korzenie w tym, jak uczyłeś się radzić sobie z bliskością i zagrożeniem w dzieciństwie.”Dynamiczny Model Rozwojowy Przywiązania (DMM) oraz test Adult Attachment Interview (AAI) pozwalają zrozumieć te mechanizmy, a praca nad nimi może radykalnie poprawić twoją skuteczność i satysfakcję w pracy.
AAI to ustrukturyzowany wywiad oceniający strategie przywiązania u dorosłych. Jest narzędziem zarówno badawczym, jak i klinicznym.
„AAI nie służy ocenie, lecz zrozumieniu – to mapa Twoich strategii relacyjnych.”
„Zmiana strategii więzi to nie naprawa, ale aktualizacja twojego wewnętrznego oprogramowania.”
Nie każdy – ale jest on szczególnie przydatny dla osób, które chcą zrozumieć swoje reakcje w relacjach, w tym w pracy. Test AAI stosuje się również w psychoterapii.
Tak, strategie więzi są plastyczne i mogą się zmieniać dzięki nowym doświadczeniom oraz pracy terapeutycznej.
To proces indywidualny – może trwać od kilku miesięcy do kilku lat, w zależności od celów i gotowości do zmiany.
Tak – poprawa komunikacji, lepsze radzenie sobie w stresie i umiejętność budowania relacji mogą znacząco zwiększyć szanse rozwoju zawodowego.
Praca nad strategią więzi, z pomocą narzędzi takich jak AAI w modelu DMM, to inwestycja nie tylko w życie osobiste, ale też w rozwój zawodowy.Zrozumienie własnych mechanizmów reakcji i ich aktualizacja pozwala działać efektywniej, budować zdrowsze relacje w pracy i rozwijać karierę bez blokad, które wynikały z dawnych, nieuświadomionych strategii, teraz możesz zmienić swój sposób reakcji i zbudować nowe strategie komunikacji ze światem.

W traumatycznej sytuacji cały ból, strach i wstyd pozostają zamrożone w tym samym miejscu i czasie (także w twoim ciele). Jest to spowodowane brakiem możliwości przeżycia danej emocji, stawienia czoła sytuacji - nie potrafisz samodzielnie przetrawić tego, co się właśnie wydarzyło. W dzieciństwie spotykały cię sytuacje, których nie rozumiałeś i nie mogłeś im stawić czoła, szczególnie jeśli były spowodowane przez członków twojej rodziny. Dzieci w takich momentach opracowują własną taktykę radzenia sobie z danym problemem, dlatego że nie mogą odejść od rodziny albo stawić czoła sprawie w inny sposób. Wyrzucenie z siebie bólu, strachu i gniewu wobec najbliższych, w umyśle dziecka oznacza wystawienie się na pewną śmierć.
Dzieci nie mogą sobie na to pozwolić, dlatego zabraniają sobie przeżyć w pełni niektóre emocje. Jednak nieprzeżyte emocje dorastają razem z tobą. Marzena Barszcz… pozostałości po traumie z dzieciństwa nazywa “raną narcystyczną”, czyli niegojącym się zranieniem, które naznacza fundamenty konstrukcji psychicznych. Rana narcystyczna ma ogromne znaczenie dla twojego poczucia własnej wartości. Każe zastanawiać się, czy jesteś wystarczający, czy twój los obchodzi innych i czy jesteś wart miłości w ogóle. Pytanie o bycie wartym miłości jest dla niezwykle istotne, bo wiąże się z:
Ludzie obierają różne strategie, żeby nie konfrontować się z raną narcystyczną - z jednej strony wciąż trzeba się starać i dawać więcej. Dawanie wspierane jest przez kontrolowanie, w końcu muisz mieć pewność, że skoro ty sam nie jesteś wystarczający, to dobrze stwarzasz pozory bycia wystarczającym. Można też podważać uczucia kierowane w naszą stronę i bezustannie pytać, czy one są prawdziwe, czy są nadal. Tym razem wymagasz od partnera/ki udowodnienia uczucia, przy czym jesteś wiecznie zazdrosny i niepewny swojej pozycji przy boku ukochanej osoby.
Będziesz próbował za wszelką cenę nie dopuścić do siebie bólu. Tutaj pomagają mechanizmy obronne np. wyparcie, udawanie słabszego niż się jest, zaprzeczanie, czarno-białe widzenie i czytanie w myślach innych. Wszystkie te zabiegi powodują, że nie konfrontujesz się bezpośrednio z pytaniem “Czy zasługuję na miłość, jestem jej warta/y?”. Znajdujesz sobie zastępcze kłopoty i na przekór umiejętnościom, podkopujesz szanse oraz możliwości, żeby potwierdzić przekonania o “byciu niewystarczającym”. Prawdziwe emocje związane bezpośrednio ze źródłem problemu, nadal będą przez ciebie nieprzeżyte.
Zwykle zauważasz, że coś jest nie tak, kiedy jesteś już bardzo zmęczony. Mechanizmy obronne zjadają bardzo dużo energii i zasobów, więc w końcu będziesz miał tego dość. Czasami wewnętrzny przełom rozpoczyna konkretne zdarzenie np. rozstanie z partnerka/em, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, zmiana miejsca zamieszkania. W takich sytuacjach możesz zacząć szukać pomocy i informacji o tym, co oznacza stan, w którym jesteś.
Jeżeli zdecydujesz się na pracę ze specjalistą, będzie łatwiej rozpoznać mechanizmy obronne i dotrzeć do źródła cierpienia. Najistotniejsze na tym etapie jest zauważenie tego, w jakiej jesteś sytuacji i jak się w niej czujesz.Dostrzeganie mechanizmów obronnych i schematów zachowania, jakie zadziałały w dzieciństwie, jest procesem obfitującym w emocje. Właśnie poprzez taką pracę, zaczynasz dopuszczać do siebie zablokowane emocje, pamiętając że teraz jesteś już dorosły i przeżyjesz konfrontację. Przyjmowanie zablokowanych emocji będzie jednocześnie trudne i oczyszczające. Napięcia wynikające z zamrożonych emocji są widoczne w zachowaniach oraz ciałach - bioenergoterapia pomoże rozładować napięcia poprzez pracę z ciałem.
Terapia grupowa jest rodzajem terapii, w której uczestniczy więcej niż jedna osoba. W niektórych krajach (np. w Norwegii i Wielkiej Brytanii), jest to najpopularniejsza forma terapii, z której chętnie się korzysta. W Polsce z terapią grupową kojarzy się grupy wsparcia dla osób uzależnionych. Jest to tylko jeden z rodzajów pracy w grupie. Skoro nie każda terapia opiera się wyłącznie na dzieleniu doświadczeń zebranych osób — jak inaczej może wyglądać praca w grupie? Co zyskasz uczestnicząc w terapii grupowej? Na te pytania spróbuję odpowiedzieć poniżej.
W zależności od charakteru tworzonej grupy, terapeuta starannie dobiera poszczególne składowe, tworzące ostateczny system pracy grupy. Oprócz lokalizacji, która musi zapewnić uczestnikom stabilne warunki, dyskrecję, komfort i bezpieczeństwo, wpływ mają inne czynniki. Najważniejsze elementy, składające się na rodzaj terapii i sposób pracy w niej, to:
Tu i teraz — tak mówi się o najczęściej wykorzystywanej technice, którą posługują się terapeuci podczas sesji grupowych. Czym jest tu i teraz? Polega na wykorzystywaniu każdej wypowiedzi uczestników, interakcji w grupie oraz jej dynamiki. Po to aby skupić się na aktualnym stanie emocjonalnym i z nim pracować. Akcent z wypowiedzi uczestników zostaje przeniesiony na ich odczucia, powód podjęcia wybranego tematu i styl komunikacji. Zamiast tłumaczyć na nowo sytuacje z przeszłości, gdybać i szukać porad w kontekście odległych wydarzeń, zainteresowani wykorzystują w pełni możliwości grupy. Dzięki temu uczestnicy grupy uczą się nowych sposobów reakcji, aby w przyszłości z powodzeniem osiągać określone cele. Jako że przeszłości nie możemy zmienić, a przyszłości nie sposób przewidzieć, czerpanie pełnymi garściami z aktualnej sytuacji grupy, jest najlepszym dostępnym narzędziem. Nie oznacza to, że podczas terapii grupowej uczestnicy nie mogą dzielić się swoimi doświadczeniami (np. związanymi z sytuacją w pracy). Istotne z punktu widzenia tu i teraz jest, jak informację można wykorzystać w grupie, aby wszyscy uczestnicy skorzystali na danej wypowiedzi. Dzięki tej technice nawet najprostsza wymiana zdań przychodzi z korzyścią dla wszystkich.
Oprócz tu i teraz, terapeuci często zapraszają uczestników do wykonywania różnych ćwiczeń. Wykorzystuje się wówczas różne techniki, bodźce i akcesoria — odgrywane są scenki, czasami rysuje się coś, aby później porozmawiać o wynikach pracy. Specjalista może zaproponować np. przeprowadzenie konstruktywnego sporu na jakiś temat, żeby uczestnicy mieli szansę nauczyć się bronić swojego zdania w sytuacjach konfliktowych. Zebrane osoby obserwują innych podczas terapii i wybierają najkorzystniejsze ich zdaniem sposoby zachowań, aby później samodzielnie je praktykować. Tego rodzaju naśladowanie i wdrażanie nowych schematów zachowań, przy jednoczesnym wsparciu terapeutycznym, nazywa się modelowaniem.
Do pewnego stopnia, od jakości oraz sposobu kształtowania relacji, zależy nasz charakter, nasze problemy, a także nasze osiągnięcia. W terapii grupowej wykorzystuje się dynamikę grupy oraz wszystkie relacje i interakcje między uczestnikami. Kiedy pracujemy w grupie, bardzo często pojawiają się konflikty, napięcia, a niektóre osoby mogą wywoływać w nas specyficzne odczucia. Czasami jest to wynik projekcji, czyli podświadomego dostrzegania w innej osobie cechy, której nam brakuje lub nie lubimy jej u siebie, dlatego nie możemy jej dostrzec. Taki konflikt wewnętrzny, ujawniający się za pośrednictwem innego, powoduje, że chcemy się do tej osoby jednocześnie zbliżyć i unikać jej. Sesje terapii grupowej są świetną okazją, aby przepracować taki konflikt, szczególnie kiedy dokonujemy projekcji na konkretnego uczestnika bądź (co często się zdarza) terapeutę. W końcu, bez względu na to, czy skorzystamy z terapii, takie projekcje będą występowały w naszym życiu, dlatego lepiej przepracować je w bezpiecznym środowisku, przy wsparciu specjalisty.
Obecnie, w dobie internetu, znalezienie odpowiedniej terapii grupowej stało się znacznie prostsze. Na forach dyskusyjnych czy grupach wsparcia, można znaleźć grupy terapeutyczne skupiające się na tematach takich jak depresja, lęki, uzależnienia czy również wsparcie dla osób mających różne schorzenia i choroby.
O istnieniu grup terapeutycznych możemy dowiedzieć się także podczas wizyty u specjalisty. Informacje umieszczane są w placówkach pomocowych, szpitalach czy gabinetach psychoterapeutycznych. W tych miejscach znajdują się specjaliści, którzy oferują różne rodzaje terapii, w tym również terapię grupową. Warto skorzystać z różnych dostępnych źródeł informacji i profesjonalnej pomocy, aby znaleźć odpowiednią terapię, która nam pomoże.Dodatkowo, najczęściej mamy możliwość dołączenia do sesji próbnej. Jeśli wahamy się, czy terapia grupowa jest dla nas dobrym wyborem, warto spróbować. Najważniejsze, abyśmy znaleźli taką formę wsparcia, która spełnia nasze wymagania i gdzie czujemy się bezpiecznie. Na psychoterapię grupową zapraszam cię do szpitala Vratislavia-Medica.Więcej szczegółów tutaj: https://www.vratislavia-medica.pl/odzyskaj-rownowage-w-zyciu-zawodowym-terapia-grupowa-od-wrzesnia-we-vratislavia-medica/
Badania przeprowadzane wśród osób, które ukończyły terapię grupową, wyraźnie dowodzą, że ten rodzaj terapii jest skuteczny. Podczas terapii grupowej, pacjenci zyskują większą pewność siebie, stają się bardziej samoświadomi i potrafią skuteczniej radzić sobie w trudnych sytuacjach. Terapia grupowa wpływa pozytywnie na rozwój umiejętności społecznych, co przekłada się na łatwiejsze nawiązywanie kontaktów oraz lepsze relacje z innymi ludźmi. Ponadto, uczestnicy terapii grupowej doświadczają wzrostu poczucia sprawczości, co ma wpływ na ogólną poprawę jakości życia.Skuteczność terapii grupowych potwierdzają m.in. badania przeprowadzone wśród uczestników terapii dla osób z cechami nerwicowymi, u których stwierdzono złagodzenie objawów. Terapię grupową uznaje się za dobre narzędzie w procesie leczenia zaburzeń, jako że przynosi pacjentom znaczną ulgę i poprawia ich funkcjonowanie na co dzień.W zależności od wybranej tematyki, cele i oczekiwania pacjentów mogą się różnić. Terapie grupowe są dostosowywane przez terapeutę tak, aby jak najlepiej odpowiadały potrzebom uczestników. Terapie różnią się formułą (zamknięte lub otwarte), liczebnością grupy, czasami też płcią uczestników oraz częstotliwością spotkań. Od tych czynników zależy, jakich efektów można oczekiwać i takie dane uwzględnia się podczas badań skuteczności. Jeśli uczestnicy grupy mierzą się np. z żałobą, wówczas efekty innego rodzaju będą widoczne po uczestnictwie w takiej grupie.
Źródła:
J. Szeliga-Lewińska, Ogólny model terapii grupowej, „Psychiatra” 2010, 7, 3 , s. 104–116.
I. Yalom, M. Leszcz, Psychoterapia grupowa. Teoria i Praktyka, Kraków 2006, s. 1–17.
Mielimąka, K. Rutkowski, K. Cyranka, J. A. Sobański, Ł. Müldner-Nieckowski, E. Dembińska, B. Smiatek-Mazgaj, K. Klasa, Skuteczność intensywnej psychoterapii grupowej stosowanej w leczeniu zaburzeń nerwicowych i osobowości, „Psychiatria Polska”, 2015, 49, s. 29-48.
